Sam samemu. Gwiazdka!!!

Boże Narodzenie obchodzą dzieci (z uwagi na prezenty), bezdomni (bo jest większa szansa na darmowy posiłek) i ludzie błogosławieni, choć wydaje się to w równym stopniu klątwą, duuuuużą rodziną skłonną do wspólnych posiedzeń i biesiad.

Wszyscy inni mają to w dupie…dla tych i tylko dla tych ludzi- Wesołych Świąt!

W prezencie…wielkie nic:

nic

Wielkie Nic 1979, aut: J.H. Gardziela, farba akrylowa

Reklamy

Samotny facet i zapach sromu we flakonie…?

Vulva {rzecz.} [anat.] tłumaczenie srom {m.} [anat.]

1.«zewnętrzne narządy płciowe kobiet i samic ssaków»

2 daw. «wstyd, hańba, niesława»

Mój kolega D. zadzwonił do mnie wyraźnie rozdrażniony. Świadom jego permanentnego stanu zen, warunkowanego bardziej lenistwem niźli spirytualną równowagą, od razu założyłem narzeczeńską sprzeczkę między nim a narzeczoną, żenską wersją jego anemicznego podejścia do wszelakich życiowych perypetii.

-Sandra znalazła moja „wulwę” w starej walizce- zaczął, pomijając detale konieczne do zrozumienia sensu tego zdania.
-„Wulwę”? W walizce?
-Tak! Cholera, powiedziałem jej ze to dla ciebie.
-Dla mnie? „Wulwa”? W walizce?
-Tylko mały flakon. Nie mam pojęcia jak to wygrzebała.
-„Wulwa”…we flakonie…w walizce.

Czytaj dalej

Polacy won, czyli romans brytyjsko-polski

Jest naszą cechą narodową, doprowadzoną do perfekcji przez rosnącą presję nacjonalizmu egzekwowaną przez polityczny aparat, ideologiczne i emocjonalne odcinanie się od wydarzeń, które bezpośrednio w nas nie godzą.
Oczywiście los miliona Polaków na wyspach brytyjskich, tu i tam, wylał na kanwy codziennej informacyjnej narracji ale trudno jest uwierzyć, że dobrobyt zdrajców i antypolskich zarobkowiczów jest częścią agendy obecnego rządu. Eksportowy ogół społeczeństwa nie śpi gorzej, sumienie nie przeszkadza im cieszyć się z kolejnej możliwości na spuszczenie manta prezydentowi UE Donaldowi Tuskowi. A jednak paralela miedzy brytyjską, a polską rzeczywistością jest zaskakująca.

Czytaj dalej

Na celowniku: wszyscy bloggerzy to megalomani

Śledząc rozliczne, rodzime i nie tylko blogi, jedne bardziej religijnie niż inne, począłem z zainteresowaniem rozważać powyższą myśl. Chociaż geneza i ideologia, z bloga na blog, może się subtelnie różnic, to impuls sterujący ich autorami wydaje się z gruntu rzeczy podobny.

Władza. Żądza władzy nad umysłami i duszami. Nad intelektualnym procesem i kreatywnym produktem człowieka, który jak gospel powinien chłonąć egzystencjalną wylewność bloggera, jego niedyplomowane porady i literacką chałturę.

Oczywiście istnieją rożne rodzaje tego swoistego osobowościowego coup, rożne oblicza tego samego zjawiska, którego rezultat jest na ogół ten sam- asymilacja jednostki w trzewia mechanizmu mającego na celu szerzenie myśli i czynów jednej osoby- pieprzonego bloggera.

Czytaj dalej

Refleksja: Aborcja dyskursu i kastracja opinii

Ktoś kogo nigdy jawnie nie uznałem za opiniotwórcę jakiegokolwiek kalibru, „moja Madzia” zakrzyknęła mi dawno temu w twarz:

– Nie! Nie widzę powodu dla którego miałbyś argumentować i debatować swoją opinię!

W każdym innym kontekście walczyłbym z impulsem by rozwieść się z nią w trybie natychmiastowym ale w tym jednym, jedynym przypadku wstydziłem się przyznać jej należną rację.

Rozmawialiśmy o aborcji.

Mężczyzna i kobieta, oboje zgodnie za, a jednak jedno ewidentnie uboższe o pochwę i macicę. I rzadko, aż do dzisiaj, spotykam się ze świadomym zrozumieniem tej drobnej różnicy i zachwianej równowagi pomiędzy obiema płciami w kwestii „ochrony życia”. Nawet kiedy fakt ten nie umyka uwadze błyskotliwego autora, jak w tekście Jasona Hunta Aborcyjna Karuzela, to naraz wywód powraca na bezpieczny tor jak gdyby ego prześcignęło racjonalizm i domagało się zamanifestowania oświeconych (bądź nie) poglądów jego nosiciela w temacie „dlaczego?” i „jak to?”.

Wszyscy bloggerzy to megalomani.

To nie miejsce by dać upust własnym pokładom egotyzmu.

Uważam, że kobiety powinny mieć prawo decydować o własnym ciele. Wydaje mi się, że prawo do aborcji jest niezbywalną tego częścią.

A teraz zamknąć mordy i słuchać co kobiety mają do powiedzenia!

Na celowniku: W czym do kuchni?

Brzęk kropel deszczu pękających o blaszany parapet budzi mnie ze snu. Chociaż dalej nie dobudzony wiem, że rześkie powietrze i podmuchy zimnego wiatru animujące firanki oznaczają jedno:
– Nie gotujemy dzisiaj- mówię do słuchawki telefonu
– Jak to nie gotujemy? Co ty gadasz?- Mateusz pyta mnie zirytowany. Planowaliśmy tę akcję od dłuższego czasu więc rozumiem jego nastrój.
– Wyjrzyj na zewnątrz, pogoda jest do kitu. Żadne zdjęcia nie wyjdą! Wszystko będzie za ciemne.
– Przyniosę lampy!
– Nie zmieszczą się w mojej kuchni.

Czytaj dalej

Na celowniku: lato diabli przynieśli

Lato…Lato wszędzie. Informują nas słowa piosenki Formacji Nieżywych Schabuff

Euforia gawiedzi faktycznie sięga zenitu, tak jakby ludzie złaknieni słońca, odliczali dni, godziny i minuty do przesilenia i temperatur powyżej 20 stopni na tablicach meteorologicznych wieczornych pogodynek. Jak gdyby byli poganami w głębiach swoich serc, maskując się na co dzień konformizmem chrześcijańskiej odnowy, wyczekiwali na moment kiedy ołtarze wzniesione ku czci słonecznych bogów wreszcie będą mogły przywitać nowe ofiary.

Więc dlaczego kiedy cały kraj przygotowuje się na emocjonalną, kulturową i duchową odnowę, ja zaciskam nerwowo wargi i z niepokojem oczekuję tych dwóch miesięcy relatywnie dobrej pogody jakbym to ja miał być spalony w ogniu wiklinowego tytana, groteskowej reinterpretacji Barejowego Misia jako sakramentu najwyższej czci i oddania, podpalonej ogniem transformacji ze mną w środku.

Czytaj dalej

Na celowniku: weselnicy w mcdonaldzie

„Przynajmniej [goście] mogli zjeść to na co naprawdę mieli ochotę”- mówi o kateringu swojego wesela nowożeniec Joseph Shapton z angielskiego Surrey. „Wszyscy lubią McDonalda więc nie chcieliśmy zmuszać ich do jedzenia pretensjonalnego weselnego jedzenia.”

Należy pobłogosławić parę małżeńską za wyznaczenie kulinarnych granic sobie i swoim gościom w sposób, który bezpretensjonalnie dawał do zrozumienia, że nie chcemy na was wydać więcej niż 15,90zł od łebka. Jestem za to cholernie ciekaw czy zarejestrowali się w sklepie na rogu i oczekiwali, że goście nie przyjdą z pustymi rękoma. Być może zadowolili się z oddanych im zabawek z Happy Meal’a. I oczywiście nie chcemy krytykować pary, która prawdopodobnie nie dożyje swoich srebrnych godów tylko dlatego, że ich paleta wydaje się ograniczona.

Czytaj dalej

Refleksja, czyli kochanie idę ci kupić stanik

W drugiej separacji mojej małżeńskiej kariery jest bardzo niewiele rzeczy, które mnie zaskakują. Proces jak się okazuje jest identyczny bez względu na to jak mało zależy ci na osobie z którą wreszcie jesteś w stanie zerwać kontakt. Liczyłem po cichu, że tym razem przyjemność jaką będę czerpał z bycia pozostawionym samym sobie będzie odwrotnie proporcjonalna do tego jak niewiele uwagi miałem ochotę poświęcić „mojej Madzi”* kiedy zaśmiecała nasze (czyt. moje) mieszkanie swoim wysublimowanym badziewiem nie mieszczącym się na estetycznej skali Richtera (gdzie 12 oznacza samo wypalanie się gałek ocznych) i nie opuszczała klapy toalety, jakby podkreślając jak mało męski jestem chcąc uniknąć epidemii dyzenterii wydobywającej się z otchłani ubikacji.

Ale są pewne rzeczy, pewne detale wspólnej egzystencji, które tracą swój urok kompletnie i nieodwracalnie w tym nowym, po jałtańskim ladzie mojego życia. Bo chociaż mądrość ludu zakłada iż mężczyźni są totalnie i bezgraniczne znudzeni robieniem zakupów dla kogokolwiek poza samymi sobie to ja tęsknie za czasami kiedy mogłem iść do sklepu i kupić zonie stanik.

Czytaj dalej

Refleksja: Game of Thrones i płaczący faceci z Westeros

Każdy serial, przepraszam zagalopowałem się. Każdy udany serial generuje więź między fikcyjnymi bohaterami okupującymi płaszczyznę fikcyjnej narracji, a śledzącym ich losy odbiorcą. Finałowe momenty takich seriali pozwalają nam osiągnąć emocjonalne katharsis, na które albo nie mamy okazji w prawdziwym życiu albo które celowo staramy się ominąć, eliminując z naszych kręgów ich sprawców i genezę- otaczających nas ludzi.

Śmierci, rozstania, wyznania miłości. Seriale kulminujące zgodnie z założeniami autorów i ich finały, oczekiwane przez widza, pozwalają nam na wypróżnienie emocjonalnych pokładów naszej świadomości w kontrolowanym środowisku całkowitego braku konsekwencji.

Czytaj dalej